Dove Winter Care, Limited Edition, krem do rąk + NOWY WYGLĄD BLOGA

sobota, 31 stycznia 2015 40


Nigdy nie byłam systematyczna w kremowaniu rąk i o tym wie chyba każdy. Jeden krem starcza mi na pół roku jak nie więcej. Zawsze mam ze sobą krem w torebce, ale również zawsze zapominam, ze go mam. Na urodziny w zestawie kosmetyków Dove, który dostałam do Asi, był taki mały kremik do rąk.  Czy się sprawdził? Zapraszam ;)

Dove Winter Care, Limited Edition, 
krem do rąk 




Co mówi producent/Skład



Krem mieści się w małej 75ml tubce. Otwierana na klik, co jest dla mnie priorytetem w kremach do rąk. Jeśli mam kremować ręce to chce to robić szybko, a nie szukać jeszcze nakrętki od kremu, co często mi się zdarza w innych kremach. Opakowanie otwiera się bez problemu, nie ma tez opcji, by krem się sam otworzył. Szata graficzna typowa dla Dove, biała, prosta grafika. Taką lubię najbardziej. 




Konsystencja dla mnie idealna! Nie jest rzadka jak w przypadku TEGO kremu z Avonu, jest bardziej gęsta, jednak nie sprawia to problemu z wchłonięciem.Wręcz przeciwnie wchłania się ekspresowo! 
Krem jest biały i bardzo wydajny, nie trzeba go dużo by po kremować całe ręce.
Kremu używam namiętnie od początku grudnia i jeszcze mam ok. połowę! 




Bardzo się polubiłam z tym kremem. Nie pozostawia tłustej warstwy, ręce się nie kleją a tylko pięknie pachną przez kilka dobrych godzin w przód. Żałuję, ze jest to edycja limitowana, bo krem naprawdę skradł moje serce, 




Lubicie kremy do rąk z Dove? 
Jak dbacie o dłonie zimą?



Chyba zdążyłyście zauważyć zmianę na blogu. Za tą metamorfozę odpowiedzialna jest Asia, którą na pewno znacie! Jak Wam się podoba? 





CZYTAJ WIĘCEJ »

Avon, Idealny pocałunek, Berry Smooch

czwartek, 29 stycznia 2015 74

Zbiór moich pomadek jest niestety malutki, mimo, że ostatnio pokochałam mocniejsze usta! Pomadkę, którą chcę Wam dzisiaj pokazać, podkradłam mamie. Mamo, wiem, ze mnie czytasz i.. nie gniewaj się :*
Jakiś czas temu pokazywałam Wam pomadkę z tej samej serii, ale o łagodniejszym kolorku Pink Wink.  

Avon, Idealny pocałunek,  Berry Smooch



Odcień to Berry Smooch. 




Jak już mówiłam, pomadkę podkradłam mamie, która dostałą tą pomadkę w prezencie. Ona lubi takie kolorki a byłam ciekawa czy będzie on pasował i mnie. 
W pierwszej chwili kolor mnie trochę przeraził. Pomyślałam, że jest zbyt ciemny i jest w zupełnie innej tonacji niż moje pozostałe pomadki, które na ogół są nudziakowe no i w macie. 




Jednak, gdy pomalowałam nią usta i zobaczyłam się w lusterku - spodobało mi się! Raz na jakiś czas można użyć mocniejszego kolorku do podkreślenia urody.
Bardzo lubię te pomadki za ich nawilżające działanie i za trwałość. Pomadka utrzymuje się na ustach kilka godzin, schodzi równomiernie, więc nie wygląda to nie estetycznie. Kolor jest mocno napigmentowany i co dla mnie jest dużym plusem, nie błyszczy się mocno. 
Pomadki dostaniecie u konsultantek Avon, często są na nie promocje i kupicie je za mniej niż 15zł










Kolor skradł mi serce! 
Znacie pomadki Avon? 


Już niedługo blog przejdzie totalna metamorfozę! 
Wyczekujcie zmian w najbliższym czasie :)


CZYTAJ WIĘCEJ »

Revlon Colorstay, Cera tłusta i mieszana, 150 Buff

poniedziałek, 26 stycznia 2015 80

Już nawet nie zliczę ile podkładów używałam, jak długo szukałam idealnego. Moja skóra jest bardzo problematyczna, zwłaszcza teraz, gdy dowiedziałam się o moim schorzeniu. Nie wyobrażam sobie wyjścia z domu bez makijażu. Nad Revlonem zastanawiałam się już długo. W końcu po kilku latach promocja w Hebe skusiła mnie do wypróbowania słynnego podkładu. 


Revlon Colorstay, Cera tłusta i mieszana, 
150 Buff



Co mówi producent? 
Revlon ColorStay to rewelacyjny beztłuszczowy podkład, który utrzymuje się na skórze aż do 24 godzin!  Podkład Colorstay zawiera ulepszoną formułę i opatentowaną technologię Softflex, która zapewnia komfort długotrwałego i naturalnego makijażu. Ulepszona formuła zapobiega ścieraniu się, a także zbieraniu się nadmiaru podkładu. Zapewnia uczucie lekkości i nie powoduje efektu „maski”.  Pomaga wydobyć naturalny koloryt skóry. Nie zatyka porów oraz zapewnia pełne pokrycie i matowe wykończenie. Wygładzając drobne zmarszczki i ukrywając niedoskonałości cery, daje uczucie jedwabnego makijażu. Zawiera filtry słoneczne SPF, które chronią skórę przed szkodliwym działaniem słońca.





Jakbym miała pierwszy raz kupować ten podkład sama, patrząc na zdjęcia swatchy w Internecie, zapewne wybrała bym odcień zbyt ciemny. Na szczęście pod koniec ubiegłego  roku, w moim mieście powstała galeria, a w niej Hebe. W listopadzie była na niego promocja i kosztował 39.99zł. ( Cena podstawowa to 69.99zł) w tym momencie postanowiłam spróbować. Pani w Hebe wykonała mi test i pomogła wybrać idealny odcień dla mnie, padło na 150 Buff. Trafiła w sedno. 




Bardzo dużym plusem tego podkładu jest jego szeroka gama kolorystyczna. Odpowiedni odcień znajdzie  dla siebie i osoba z porcelanową cerą jak również ciemnoskóra.  Dodatkowo podział na Cerę tłustą i mieszaną oraz suchą dodatkowo ułatwia wybór podkładu do naszej cery. 
Jest to standardowa pojemność podkładu 30ml. Podkład mieści się w szklanej buteleczce, niestety bez pompki, jednak już w okolicach marca ma się pojawić wersja ulepszona właśnie z pompką! Czekamy niecierpliwie. Jednak, wiele dziewczyn sobie radzi, przekładając pompkę np. z serum do włosów z Avonu. 




Konsystencja podkładu nie jest lejąca, i nie jest też stała.  Na początku nakładałam go palcami, dopiero jednak gdy przyszedł mój pierwszy pędzel Hakuro, używam tylko niego do aplikacji i twarz wygląda o wiele lepiej. Krycie jest niesamowite, nie tworząc przy tym efektu maski. Podkład nie ciemnieje na twarzy i utrzymuje się cały dzień. Stapia się ze skórą nadając jej odpowiedniego kolorytu.
Jednak pamiętajmy, to jest jednak Revlon, alkohol w składzie potrafi wysuszyć, nawet cerę tłustą i mieszaną. Pod Revlon zawsze krem nawilżający! 




Cena tego produktu waha się od 25zł do nawet 80zł. Najtaniej jest oczywiście kupić przez Internet, jednak dopiero wtedy, kiedy wiemy jaki odcień potrzebujemy. Ja się cieszę, że zainwestowałam te 40zł, bym miała dobrany odpowiedni odcień, teraz już zamawiam przez Internet praktycznie o połowę taniej. 
Na zdjęciu poniżej, widać jak wygląda moja skóra aktualnie. Podkład nałożyłam pędzlem Hakuro H50s, bez dodatkowego korektora i pudru, byście mogły zobaczyć jaki efekt daje. 


Ja się bardzo polubiłam z tym podkładem.
A Wy używałyście słynnego Revlonu? 
Jak się spisał/spisuje? 

CZYTAJ WIĘCEJ »

Wishlista na 2015!

piątek, 23 stycznia 2015 72
Niedawno były święta i Sylwester a tu już połowa stycznia za nami. Na wielu blogach wishlisty pojawiały się z pierwszymi dniami Nowego Roku.Ja dopiero teraz miałam czas do niej usiąść i pomyśleć jakie to mam życzenia na rok 2015. W sumie to trochę się ich nazbierało, listę podzieliłam na dwie części, część I to kosmetyki i akcesoria, a część II  to gadżety.  Zapraszam! ;)




1. Pędzel Hakuro H50 - pędzel do pokładu. Przez zakończeniem roku kupiłam jego mniejszą wersję H50s, i jestem ciekawa jak się sprawdzi większy. Włosie jest niesamowicie miłe i szybko rozprowadza podkład. 

2. Pędzel Hakuro H61 - pędzelek do korektora. Używam kremowego korektora z Catrice i nakładanie go palcem nie przynosi efektów, do tego potrzeba mi dobrego pędzelka. 

3. Pędzel Hakuro H55 - pędzel do pudru. Chce  go ze względu na to miękkie i bardzo przyjemne włosie. Moja skóra jest bardzo delikatna i muszę uważać, by jej nie podrażniać chociażby pędzlem.

4. Jajeczko do makijażu - niekoniecznie musi to być akurat Beautyblender. Jestem po prostu ciekawa jak by się u mnie sprawdziła taka aplikacja podkładu. 

5. Ryżowy puder Paese - zachwalany przez mnóstwo blogerek i vlogerek, ponoć ideał! Jestem go bardzo ciekawa, 

6. Essie, Fashion Playground - najpiękniejsza mięta świata! Ten lakier w tym roku musi być mój. 

7. Revlon Colorstay - wreszcie producent pomyślał o pompce w słynnym podkładzie. Używam go stosunkowo od niedawna, ale zdążył skraść mi serce a ta pompka tylko ułatwi makijaż każdego ranka.

8. CK Shock! - perfumy Calvina Kleina zachwalane przez moją ulubioną vlogerkę Stylizację. Mamy podobny gust co do perfum, dlatego myślę, ze i mnie ten perfum by się spodobał. Dodatkowo niestandardowa buteleczka zachęca do kupna. 

9. Bourjois, Rouge Edition Velvet -jestem fanką matowych odcieni na ustach a nowe kolorki jakie weszły od Bourjois są boskie, jednak te dwa chciałabym mieć najbardziej. Numerki 04 i 08. 

10. Wibo, rozświetlacz Eclat de Luxe - nigdy nie używałam tak naprawdę rozświetlacza, ale jak zobaczyłam to opakowanie to się zakochałam! I choćby miało być tylko ozdobą, to chce chce chce!





11. Tangle Teezer Compact - mam wersję klasyczną tej szczotki i moje włosy ją pokochały. Przydałaby mi się wersja kompaktowa, którą bez obaw mogę wrzucić do torebki i zabrać ze sobą choćby na uczelnię. 

12. Lusterko Myken - jestem w nim zakochana po uszy, miałam je już w świątecznej wishliście, niestety go nie dostałam, a to wszystko ze strachu o wysyłkę lustra. Wolałabym je kupić stacjonarnie, a mam nadzieję uda mi się odwiedzić IKEA w tym roku. 

13. Lampa pierścieniowa - gadżet niby mało związany z kosmetykami, jednak dzięki tej lampie zdjęcia będą jeszcze lepsze i jakość się poprawi, Poza tym, mamy z Jackiem plany zarobkowe związane z naszym aparatem, więc powoli trzeba w niego inwestować. 

14. Szczoteczka do twarzy - oczywiście, nie pogniewałabym się gdyby to była szczoteczka Clarisonic czy Foreo Luna, ale aż na tak drogie szczotki to mnie nie stać, nie pogardziłabym najzwyklejszą biedronkową wersją, chciałabym wypróbować czegoś nowego, 

15. Szczoteczka elektryczna Oral - B - w sumie nigdy jej nie chciałam, ale odkąd Jacek kupił sobie taką, pozazdrościłam mu fajnego gadżetu i też taką chcę! Czekamy na jakąś fajna promocję, bo on swoją kupił za 59zł!

16. Mp3/mp4 - moja aktualna powoli umiera śmiercią naturalną. Nie wyobrażam sobie dnia bez muzyki, codziennie jadąc autobusem słucham jej przez pół godziny i dzień od razu jest lepszy. 


Dodatkowo do tej wishlisty dołączyłabym jedno, najważniejsze życzenie (niekosmetyczne) - mieszkanie, Mamy poważne plany na ten rok i mam nadzieję, ze wszystko pójdzie po naszej myśli!


A Jak Wasze marzenia na 2015?
O czym marzycie?





CZYTAJ WIĘCEJ »

ShinyBox Styczeń 2015: Winter in the city!

środa, 21 stycznia 2015 52

Wczoraj wieczorem dotarła do mnie styczniowa edycja pudełeczka ShinyBox! Pudełko mi się bardzo podobało, chociaż przyznaję, ze po zapowiedziach nie spodziewałam się tych kosmetyków i myślałam, że znowu nie będę zadowolona, ale na szczęście się myliłam! Zobaczcie co było w pudełeczku :)




Patrząc na zawartość tego pudełka, od razu widać, ze to kosmetyki na zimę. Nawet szata graficzna nam to zdradza.  Wartość tego pudełka to ok. 147zł, a ja w ramach subskrypcji zapłaciłam za nie 49zł.




W pudełeczku znalazło się 5 produktów, w tym trzy pełnowymiarowe oraz dodatkowo próbka szampony Sylveco. 



Beautyface, Innowacyjne serum do twarzy - Produkt w formie żelu i wyjątkowej koncentracji składników aktywnych. Nie zatyka porów. Serum jest przebadane dermatologicznie i współgra z każdym typem pielęgnacji skóry. Świetnie nadaje się także do masażu. Mix rodzajów.  30zł/10ml 
( Produkt pełnowymiarowy - NOWOŚĆ!)

Bardzo fajne serum, szeroka gama do wyboru, U mnie jednak to serum chwilę poczeka na użycie, teraz ze względu na leczenie dermatologiczne nie mogę mieszać kosmetyków.  Przyjdzie na nie czas :)



Glazel, Perełki rozświetlające skórę - Dzięki lekko migoczącym drobinkom twarz nabiera subtelnego blasku, a odbijające światło pigmenty, daja efekt rozświetlonej skóry. Delikatne drobinki sprawiają, że cera nabiera młodzieńczego, zdrowego i naturalnego wyglądu. Mogą być nakładane na całą twarz, na policzki lub dekolt. 45zł/17g 

Pierwszy raz mam w swoich zasobach rozświetlacz. Dopiero będę się uczyć go używać, jestem bardzo ciekawa efektu. 



Sylveco, Oczyszczający  peeling do twarzy - Hypoalergiczny, kremowy peeling z korundem przeznaczony do oczyszczania skóry. Dotlenia, poprawia jej ogólny stan, zmniejsza pory i reguluje wydzielanie sebum. Drobinki ścierające są mocne i doskonale złuszczają martwy naskórek. Stosować 1-2razy w tygodniu, w zależności od potrzeb. (Produkt pełnowymiarowy) 20zł/75ml 

Tak strasznie się ucieszyłam, gdy zobaczyłam akurat tą wersję peelingu strasnzie się ucieszyłam! Produkt w ostatnim czasie zbierał masę pochlebnych opinii i bardzo chciałam go sprawdzić u siebie. 



Sylveco, Szampon do włosów (balsam myjący z betuliną)  - Produkt hypoalergiczny, przeznaczony do pielęgnacji każdego rodzaju włosów. Przywraca ich miękkość i elastyczność oraz intensywnie je nawilża. (Produkt pełnowymiarowy) do 28zł/300ml.
Dodatkowo próbka drugiego szamponu, który również znalazł się w niektórych pudełkach. 

Nigdy nie miałam do czynienia z szamponami tej firmy. Tak właściwie nie przepadam za ziołowymi kosmetykami do włosów, zawsze mi je plątały i puszyły, jednak z chęcią sprawdzę czy w tym przypadku jest tak samo. 



Veadara, Balsam odnawiający do ust z 24 karatowym złotem - Ekskluzywny balsam zapobiega pękaniu i łuszczeniu się delikatnej skóry ust. Drobinki złota wnikają w skórę zapewniając szybki i doskonały efekt. Działa zmiękczająco, nadaje ustom piękny połysk i pełniejszy wygląd oraz zabezpiecza naskórek przed szkodliwym wpływem warunków środowiska - zimno, wiatr. 24zł/14ml

Choć nie mamy mocno srogiej zimy w tym roku, pielęgnacja ust jest niezbędna. Nie jestem zwolenniczką stosowania kosmetyków do ust w takiej formie, no ale zobaczymy jak się spisze. 


I jak Wam się podoba styczniowe pudełeczko ShinyBox? Ja jestem oczarowana! 
Zamawiałyście pudełeczko? 
CZYTAJ WIĘCEJ »

Nivea Sensitive, Płyn micelarny 3w1

poniedziałek, 19 stycznia 2015 41

Jeśli chodzi o demakijaż używam tylko i wyłącznie płynów micelarnych, żadna inna forma się u mnie nie sprawdza, a zwłaszcza na moja wrażliwą skórę twarzy musze używać delikatnych kosmetyków. Będąc na zakupach w Hebe Pani przy kasie zaproponowała mi ten płyn w promocji za 4.99zł, postanowiłam się skusić, zwłaszcza, że cena regularna tego płynu wynosi 14.99zł. Czy się sprawdził? Zobaczcie sami :)


Nivea Sensitive, Płyn micelarny 3w1




Co mówi producent? 
Usuwa makijaż z twarzy i oczu, oczyszcza jednocześnie nawilżając skórę. Stosowany razem z kremami pomaga zredukować 3 oznaki wrażliwej skóry:
- zaczerwienienie,
- odczucie napięcia skóry,
- suchość.
Pielęgnująca formuła z Dexpanthenolem i olejkiem z pestek winogron. Nie zawiera parabenów, barwników, substancji zapachowych i alkoholu.



Pierwszy raz mam styczność z płynem micelarnym z Nivea. Wcześniej dużo o nim czytałam i opinie zbierał bardzo pochlebne. Więc jak trafiła się taka okazja w Hebe postanowiłam go kupić i sprawdzić u siebie. Zazwyczaj używam micelka z bebeauty, jednak jakaś odmiana zawsze się przydaje. 




Płyn znajduje się w miękkiej, plastikowej, przeźroczystej butelce z otwarciem typu klik. Bardzo wygodne i poręczne, bez problemu się otwiera i zamyka, bez obawy o paznokcie. 
Butelka ma 200ml, wiec jest to sporo jak płyn micelarny. Cena za micelek jak dla mnie dość przeciętna. Wydajność płynu jest jednak słaba, bo trzeba zmywać makijaż na kilka razy, dzięki czemu płynu zużywa się więcej. 






Płyn na początku miał bardzo subtelny, delikatny zapach. Praktycznie niewyczuwalny. Jednakże po jakimś czasie, płyn zaczął mi pachnieć drożdżami. Nie wiedziałam o co chodzi, na butelce nie miałam daty ważności, więc nie pojęcia nie miałam czy płyn jest po terminie. Zapach drożdży był bardzo mocno wyczuwalny na twarzy i na waciku, z butelki nie było go czuć. 
Z obawy o moją wrażliwą skórę twarzy, pół butelki płynu wylądowało w zlewie. Nie chciałam narażać skóry na jakieś zakażenie czy rozwiniecie się bakterii. Miałyście taki problem z tym płynem? 




Chciałabym Wam przedstawić jak radzi sobie płyn ze zmywaniem. Wybrałam kilka produktów, gdzie na każdy z nich inaczej działa płyn micelarny. Do testu wybrałam pomadkę Avon Think Pink, białą kredkę z Essence, Trwały błyszczyk Lovely nr 2, Czarną kredkę Sensique, Rimmel Stay Matte odcień 110 oraz Revlon Colorstay do cery tłustej i mieszanej odcień 150 Bluff. 




By zmyć kosmetyki, potrzebowałam aż 3 przemyć, a linia od czarnej kredki towarzyszyła mi aż do wieczornej kąpieli. 




Płyn nie podbił mojego serca głównie przez ten zapach drożdży, który się potem pojawił.
A Wy używałyście tego płynu? Czego używacie do codziennego demakijażu? 


CZYTAJ WIĘCEJ »

Virtual, Movie Star, Tusz do rzęs wydłużająco - podkręcający

piątek, 16 stycznia 2015 29

No chyba nareszcie będę mogła trochę złapać oddech! Najgorsze zaliczenia na uczelni już za mną, czekam jeszcze na oceny z kilku no i jeszcze dwa przede mną. Marzę już o odpoczynku. A jak u Was? 
Dawno nie było recenzji tuszu, a trafił mi się taki jeden gagatek, który koniecznie muszę Wam pokazać!



Virtual, Movie Star, Tusz do rzęs wydłużająco - podkręcający 


Co mówi producent? 

Tusz do rzęs Mascara wydłużająco - podkręcająca. Stworzona z myślą o kobietach, które posiadają cienkie, krótkie i delikatne rzęsy. Wyprofilowana szczoteczka zapewnia łatwą, precyzyjną aplikacje, a także idealnie rozdziela rzęsy. Lekka konsystencja tuszu nie obciąża rzęs.
 Kolor czarny. Pojemność 10ml.




Moje rzęsy są z natury bardzo gęste, jaśniutkie, ale niestety krótkie. Jednak nie mam szczególnie dużego problemu jeśli chodzi o dobór tuszu, Praktycznie każdy się nadawał, bo tak naprawdę ja niczego wybitnego od tuszu nie wymagam. Jedyne czego oczekuję to wydłużenie i porządnej czerni. 
Czy ten tusz mi to dał? 




Pierwszy raz mam do czynienia z firmą Virtual. Tuszu nie kupiłam, był w rozdaniu kosmetycznym, które wygrałam. Opakowanie 10ml tuszu w zielono-czarnym kolorze. 
Już pierwsze co mi się nie spodobało to szczoteczka. Najzwyklejsza szczoteczka, miękka, w kształcie owalnej klepsydry. 




Jednak efekt jaki mi dał, mnie zszokował jak żaden inny tusz. Niestety negatywnie. Pierwsza warstwa tuszu jest praktycznie nie widoczna. Jedynie nada kolor rzęsom i nic więcej. Druga? Niewiele w sumie zmieniła, troszkę rzęsy wydłużył, ale trzeba było się okropnie namachać, by nadać jakiś efekt, by te rzęsy były widoczne. 




Mimo, ze tusz nie szaleje z efektem na rzęsach, bardzo mocno odznacza się na powiekach. Miałam również duży problem z jego zmyciem. Biedne były moje rzęsy podczas demakijażu.
Z tego co widziałam w Internecie, wizaż, allegro itp, cena tuszu waha się od 6 do 15zł. 
Jednak czy warto? Jeśli satysfakcjonuje Was taki delikatny efekt i macie czas rano by malować rzęsy przez 15 minut to tak. 





Znacie ten tusz?
Jakiego tuszu obecnie Wy używacie i możecie mi polecić? 

CZYTAJ WIĘCEJ »

Organique Eternal Gold, Złoty peeling cukrowy do ciała

środa, 14 stycznia 2015 31

Najmocniej przepraszam za tak długą nieobecność, jednak natłok zajęć na studiach i problemy zdrowotne skutecznie mi przeszkodziły w systematyczności. Mam nadzieję, ze już w piątek to zakończę i posty będą pojawiać się częściej :)
Uwielbiam peelingi do ciała - każde. Próbuję, testuję wiele różnych i ciągle chce poznawać nowe. Listopadowe pudełeczko ShinyBox dało mi możliwość zapoznania się nie tylko z kolejnym peelingiem, ale również z firmą Organique. Peeling  zapowiadał się fantastycznie, czy tak jednak było? Zapraszam :)


Organique, Złoty peeling cukrowy do ciała 




Co mówi producent? 
Wyjątkowy peeling o perfumowanym zapachu, z kryształkami cukru zatopionymi w olejku sojowym i maśle Shea, które delikatnie masują i złuszczają zrogowaciały naskórek. Po użyciu peelingu skóra odzyskuje blask i promienny wygląd, jest miękka, gładka, pachnąca i delikatnie rozświetlona. Produkt ten pochodzi z ekskluzywnej linii Eternal Gold.
Peeling należy nałożyć na skórę i masować wilgotnymi dłońmi, a następnie spłukać prysznicem.






Firmę Organique znałam jedynie z Waszych blogów czy reklam w gazetach, Zawsze mnie ciekawiły te kosmetyki i strasznie chciałam je przetestować. Głównie kosmetyki do mycia oraz peelingi. ShinyBox dał mi tą możliwość, z czego się bardzo cieszę, zwłaszcza, ze peeling był produktem pełnowartościowym. 
 Peeling mieści się w 200 gramowym plastikowym słoiczku, odkręcanym aluminiową pokrywką. Patrzę na to pudełko i od razu wiem, ze to Organiue. Jakiś czas temu testowałam peeling z EKOA, który okazał się kompletnym nie wypałem i wyglądał podobnie do tego i przyznaję, że bałam się, iż się nie sprawdzi. 





Produktu w pudełku jest praktycznie po brzegi. Nie jest on zabezpieczony dodatkową folią, ale pokrywa szczelnie je zamyka.  Od razu po zdjęciu pokrywy unosi się zapach czegoś drogiego, cennego, luksusowego. Nie jest to mocny zapach, ale dobrze wyczuwalny bez wkładania nosa w pudełko.  




Peeling ma konsystencję pianki z drobinkami. Na zdjęciu było to ciężko uchwycić, ale peeling zawiera drobinki złota, co nadaje skórze blask i rozświetlenie. Mimo, ze peeling w dotyku jest delikatny niczym właśnie pianka, to bardzo dobrze radzi sobie ze swoją główną funkcją, czyli zdzieraniem naskórka. Nie jest wybitnie mocny, jednak śmiało zaliczyłabym go do tych mocniejszych zdzieraków aniżeli słabych. 





Peeling jest bardzo wydajny, nawet jak dla mnie, osoby, która nie żałuje sobie peelingu. 
Bardzo dobrze rozprowadza się zarówno po suchej jak i wilgotnej skórze. Nie wywołuje podrażnień ani zaczerwienień. Zapach unosi się pod prysznicem , nie tylko podczas mycia, ale jeszcze długo długo po nim. Skóra po zastosowaniu peelingu jest miękka, gładka. Peeling nie pozostawia tłustego filmu. 
Peeling jest naprawdę dobry i używanie go to prawdziwa przyjemność, jednak 68zł za 200g peelingu to chyba trochę za dużo. No ale raz na jakiś czas każda z nas zasługuje na odrobinę luksusu.




Znacie peeling Organique? 
Jaki jest Wasz ulubiony zdzierak? 

CZYTAJ WIĘCEJ »

Balea, żel do golenia "Karaibskie marzenia"

piątek, 9 stycznia 2015 40

Już od dłuższego czasu jestem wielbicielka pianki do golenia Isany o zapachu brzoskwini. Jest tania, nie podrażnia i dobrze radzi sobie z usuwaniem owłosienia. Jednak wiadomo jak to kobieta, czasami chce się czegoś innego. Będąc na zakupach w DM, oprócz żeli pod prysznic i szamponów wrzuciłam do koszyka żel do golenia, bo na opakowaniu zobaczyłam kokos!  Czy ten żel jest godny zastąpić piankę z Isany? Zapraszam :)


Balea, żel do golenia "Karaibskie marzenia" 




Co mówi producent? 
Żel do golenia karaibskie marzenia jest idealny do delikatnej depilacji na mokro. Żel ten świetnie nawilża skórę, pozostawiając nie tylko jedwabiście gładką skórę, ale także piękny kokosowy zapach, łagodzi podrażnienia i pielęgnuje skórę. Produkt wegański przebadany dermatologicznie, nie zawiera silikonu i alkoholu. Pojemność opakowania 150 ml.




Skład:
AQUA · PALMITIC ACID · TRIETHANOLAMINE · STEARIC ACID · GLYCERYL OLEATE · ISOPENTANE · SORBITOL · PROPYLENE GLYCOL · ISOBUTANE · PARFUM ·HYDROXYETHYLCELLULOSE ·PEG-90M ·PENTAERYTHRITYL TETRA-DI-T-BUTYL HYDROXYHYDROCINNAMATE · METHYLPARABEN ·ETHYLPARABEN · PROPYLPARABEN · PHENOXYETHANOL · GLYCERYL STEARATE · COUMARIN · CI 19140 · CI 42051



Tak jak jestem wielbicielką pianek do golenia tak uwielbiam zapach kokosa! Gdy zobaczyłam na opakowaniu jego grafikę to wiedziałam, ze będzie mój, mimo, ze nie byłam w stanie w DM sprawdzić zapachu. Byłam ciekawa jak sprawdzi się u mnie żel, skoro zawsze używałam pianki. Już przy pierwszym goleniu żel mnie miło zaskoczył, bo okazał się pianką! Kiedy wydobywamy żel ze środka, jest on faktycznie żelem, jednak z rozcieraniem i rozprowadzaniem go po nodze stawał się pianką. 




Żel mieści się w kolorowej butelce z plastikowym dozownikiem.  Butelka jest dość spora, bo ma 150ml a jej wydajność jest ogromna. Używam tego żelu od ponad miesiąca i jeszcze trochę zostało. 
Żel jest koloru ciemno niebieskiego, jednak w momencie przeistaczania się  w piankę przybiera on kolor smerfetkowego niebieskiego. Pianka pięknie pachnie kokosem, świeżością, oceanem, czyli po prostu Karaibami! Minusem zapachu jest niestety to, że jest krótkotrwały. 





Żel bardzo dobrze radzi sobie z goleniem, idealnie zmiękcza włoski i usuwa je za jednym machnięciem maszynką.  Nie podrażnia skóry. Po goleniu skóra jest miękka, gładka, nie pojawiają się żadne krostki.  Bardzo polubiłam się z tym smerfetkowym żelem/pianka do golenia i jak będę miała okazję, to na pewno się na niego skuszę po raz kolejny. 
Kupicie go za 10.50zł np. TUTAJ 




Znacie te "Karaibskie Marzenia"?
Czego do depilacji Wy używacie? 



CZYTAJ WIĘCEJ »